Co musi się stać, aby Polacy przesiedli się do komunikacji?

Jak wynika z Raportu Busradar.pl - Transportowe zwyczaje Polaków - codziennie lub prawie codziennie z transportu zbiorowego korzysta niewiele ponad jedna czwarta z nas. Jak sprawić, by Polacy przesiedli się z samochodów osobowych do autobusów, pociągów lub tramwajów?

 

Część z nas nie chce lub nie może sobie pozwolić na podróżowanie transportem zbiorowym. Raport pokazuje jednak, że wiele osób korzystałoby z niego częściej, ale pod pewnymi warunkami.

Liczy się komfort i czas?
Okazuje się, że względy logistyczne nie są najważniejszym czynnikiem wpływającym na nie korzystanie z transportu zbiorowego. Ponad 61 proc. ankietowanych wskazuje, że nie jeździ zbiorową komunikacją, ponieważ samochodem podróżuje się wygodniej. Wskazywaną przez ponad jedną trzecią pytanych przyczyną jest zbyt długi czas podróży. Trzecim, najczęstszym, powodem jest brak połączeń na trasach, po których przemieszczają się pytani (ponad 27 proc.).

Ostatni wynik pokazuje, że nie korzystanie z transportu zbiorowego wynika często z braku takiej możliwości lub spowodowane jest zbyt długim czasem podróży, co bezpośrednio wiąże się z wykluczeniem komunikacyjnym. Co piąty ankietowany wskazuje, że połączenie wymaga przesiadek, a to przekłada się na wspomniany czas przejazdu. Nawet jeśli na wybranych trasach znajdą się dostępne połączenia - czas podróży będzie zbyt długi, by np. zdążyć do pracy w innym mieście.

W najgorszej sytuacji są mieszkańcy wsi oraz średnich i małych miast, którzy chcą dotrzeć do innych małych miejscowości. Przykładowo, pasażerowie przemieszczający się z Annopola do – oddalonych o 120 km Końskich – muszą zarezerwować sobie około cztery godziny na podróż i liczyć na to, że przesiadając się w Kielcach znajdzie się dla nich miejsce siedzące w autobusie. Paradoksalnie więc, im miejscowości są bliżej siebie – tym problemy komunikacyjne bywają większe. Jak wskazują eksperci Fundacji Prokolej, Inspro, Klubu Jagiellońskiego oraz Fundacji Nowe Spojrzenie – od 1993 roku aż trzy czwarte klientów straciło możliwość korzystania z pozamiejskiego transportu autobusowego.

Przekonać nieprzekonanych
Cena również okazuje się ważnym czynnikiem w trakcie dokonywania wyboru. Dla co piątej osoby nie korzystającej z transportu drogowego tańszym rozwiązaniem okazuje się własny pojazd i to właśnie obniżenie cen biletów przekonałoby największą liczbę ankietowanych do częstszych podróży autobusem, tramwajem lub pociągiem (53.9 proc.).

Równie przekonujące okazałoby się pojawienie się połączeń na trasach interesujących ankietowanych (42.5 proc.). Można zatem wywnioskować, że prawie połowa pytanych nie ma dostępu do transportu zbiorowego na wybranych odcinkach. Jeśli nawet połączenia są dostępne, często jest ich zbyt mało - 43.8 proc. ankietowanych częściej zostawiałoby swoje samochody w garażu, gdyby zwiększyła się częstotliwość połączeń.

Czasami kursy odbywają się wyłącznie w dni robocze, co uniemożliwia części osób pracę w weekendy. Co więcej, według badań Instytutu Rozwoju Wsi i Rolnictwa PAN – do ponad 20 proc. sołectw w Polsce nie dociera jakikolwiek rodzaj transportu publicznego. W niektórych gminach jedynym środkiem transportu są tak zwane gimbusy, czyli autobusy przewożące dzieci do szkoły. Spora część z nich to „przejazdy zamknięte”, zatem zwykli mieszkańcy nie mają prawa do nich wsiąść.

Wracając do cen - skoro w obszarach słabo skomunikowanych kursuje tylko jeden autobus – nie ma konkurencji. Co za tym idzie, przewoźnicy mogą dowolnie windować ceny biletu nie dbając o komfort podróżowania. Prawie jedna czwarta pytanych wskazuje, że większa wygoda również skłoniłaby ich do częstszego wybierania autobusu, pociągu lub tramwaju. Co jeszcze? Na pewno krótszy czas przejazdu (37.2 proc.). Dodajmy też rozkłady jazdy, które niektórzy przewoźnicy traktują bardzo umownie. Mniejsze opóźnienia przekonałyby więcej niż co piątego ankietowanego (23.2 proc.).